Nie mógł w to uwierzyć. To się stało samo. I nie miało najmniejszego sensu.

tłum - szofer wskazał głową na wiwatujących ludzi. - Karetka
przytuliła go mocno do piersi. - Bo sobie
– Ma piękne konie.
- I jestem. Uwielbiam swoją pracę.
Lucy czytała w salonie i zastanawiała się, czy można z nim
decyzje.
na piersiach rzuciła mu spojrzenie, które zwykle było zarezerwowane
Stanów Zjednoczonych nie ujdzie ci na sucho.
znajdowały się nożyczki i nóż do papieru. W osobnej przegródce
- Dziękuję, Lucy. Zobaczymy się wkrótce.
Nie dbał o to, czy ktokolwiek czuje się przy nim bezpiecznie.
się miło, pocieszał ją i, czego można się było spodziewać, mówił,
- Żaden. Zostajemy w Londynie.
głos, zaprzeczyła.

- Ale...

i Marguerite Porter.
Milczała.
gdy patrzyła na swoje odbicie w lustrze, czuła

- Tak. To rysunek, jak uczysz nas pływać.

Badacz Łańcuchów uśmiechnął się jeszcze przyjaźniej i powiedział: - Miałeś szczęście, że cię w porę zauważyłem.
- To czemu nie robisz z tym porządku, zamiast przy¬latywać tutaj, wypisywać mi czeki na horrendalne sumy i domagać się Henry'ego?
miłym głosem:

Do diabła!

- A panna Ingrid?
- Wasza Wysokość. Taki był zamiar panienki Tammy.
- Kobiety ubierają się często dla innych kobiet, oczy¬wiście z zupełnie innych powodów - ciągnęła. – Chodzi o rywalizację, to prawie wojna. Moja matka i siostra celo¬wały w tym, a ja tego nienawidziłam. Czy możemy już iść na ten suflet i kurczaka? Umieram z głodu.